LUZIK – i wszystko się uda!

Blisko dwa lata temu Adam Hrynkiewicz z Piekar Śląskich wywalczył sobie tytuł Mistrza Polski Instalatorów. Konkurencja była liczna, a rywalizacja zacięta. Wtedy mało kto wierzył, że targowa zabawa może przynieść aż tak cenne nagrody. Ci, którzy zaryzykowali, i wykazali się szybkością i precyzją wyjechali z Poznania w blasku fleszy. Na progu kolejnych Mistrzostw Polski Instalatorów zapytaliśmy najlepszego z najlepszych o emocje, jakie mu towarzyszyły kiedy stawał w szranki z kolegami po fachu.

Pierwszy Mistrz Polski Instalatorów

Dwa lata temu przyjechał pan na targi INSTALACJI z jakimi założeniami? Planował już Pan wtedy udział w Mistrzostwach?
Tak to już dwa lata… ale czas leci. Na targi w Poznaniu zostałem zaproszony przez firmę partnerską INSTAL BUD z Piekar Śląskich. Jechaliśmy typowo rekreacyjnie (nawet nic nie wiedziałem o planowanych mistrzostwach) odwiedzając jak większość zainteresowanych stoiska wystawców. Przemieszczając się po Targach dotarliśmy do bazy rejestrującej uczestników do eliminacji organizowanych Mistrzostw.

Co tak naprawdę skłoniło Pana do wzięcia udziału w zawodach? Czy nagroda główna była magnesem?
Uczestnictwo w Mistrzostwach wyszło zupełnie przypadkowo. Razem z kolegą postanowiliśmy wziąć udział w eliminacjach, sprawdzając swoje umiejętności i …zakwalifikowałem się do finału. Daleko w myślach była główna nagroda.

REKLAMA


Czy nie przestraszył się Pan tak licznej konkurencji?
Nawet nie byłem świadomy tak wielkiej frekwencji uczestników. Widziałem tylko że jest nas – zawodników dużo i każdy będzie walczył.

Pamiętam, że podczas kolacji z finalistami panowała dość napięta atmosfera. Wszyscy już pewnie myśleli o następnym dniu i czekających zmaganiach. Jakie było wtedy Pana nastawienie?
Nie uczestniczyłem w kolacji finalistów, chociaż byłem zaproszony. Będąc w tym czasie w domu ciężko zastanawiałem się czy jechać na finał, czy nie jechać?

W dzień finału napięcie rosło z minuty na minutę. Wreszcie przyszedł moment oficjalnego ogłoszenia wyników i… wielka radość, czy zaskoczenie? Jak się czuł ten najlepszy z najlepszych?
Przed finałem pamiętam rozmowę z panem ROBERTEM TOMASZKIEWICZEM (prezes firmy Target Press – organizatora MPI przyp. Red.) który stwierdził, że wygra ten, komu się ręce trzęsą najbardziej. Miał racje. Po ogłoszeniu wyników byłem bardziej zaskoczony niż szczęśliwy. Nie wierzyłem w to co się stało. Miałem najlepszy czas. Przypomnę 2 min. 21 sek. 36 set.sek. na wagę zwycięstwa. Korzystając z okazji chciałbym podziękować mojemu ,,trenerowi’’ JACKOWI za indywidualny doping w finale. Dzięki KULUŚ.

Od tego czasu minęły już dwa lata. Czy sukces ten w jakiś sposób wpłynął na Pana życie zawodowe?
Oczywiście ale w nie w wielkim stopniu. To wielkie uczucie być tym najszybszym, najlepszym PIERWSZYM MISTRZEM POLSKI INSTALATORÓW. Jestem po prostu dumny z siebie.

A czy nagroda główna, Volkswagen Caddy Maxi Combi sprawdził się w pracy?
Tak. Autko bardzo praktyczne, wygodne – polecam.
Jak ocenia Pan obecną sytuację w branży? W ostatnim wywiadzie wspominał Pan, że dla prawdziwych profesjonalistów znajdzie się zawsze miejsce na rynku.
Obecna sytuacja na rynku wywołana kryzysem na świecie dotknęła również nas wykonawców – instalatorów.
Odczuwalny był brak większych zleceń w naszej branży… ale idzie wiosna, a z nią nowe plany, perspektywy i nadzieje.

Przed nami kolejne Mistrzostwa. Co by Pan poradził zawodnikom startującym w zawodach?
Koledzy i koleżanki. Nie myślcie o głównej wygranej. Moje motto to „LUZIK”. Powodzenia wszystkim startującym.

Rozmawiała Małgorzata Dobień

«
»

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *